all about...

tak chcę. tak.

Kilka słów. 

Cztery, może pięć.

Kilka linii. 

Nieśmiałych, drżących jakby nie do końca były pewne czy chcą żebyś je zobaczyła. 

Wiem, to niewiele. Ale po tej stronie lustra, po tej stronie tafli wody możesz czytać z nich jak z otwartej księgi.

Słowa jak przelotne spojrzenia – jedyne wśród setek. 

Jak przypadkowe dotknięcie dłoni – wśród tłumu szumiących ciszą ludzi.

One opowiedzą Ci historię (nie)prawdziwą. 

Meandrującą między dniami i nocami. 

Między godzinami wyczekującego milczenia i niespodziewanym brzmieniem Twojego głosu – bez słów. 

Wszystko tylko po to, żeby na końcu czasu namalować obraz jasny, prosty, czytelny tak bardzo, że krew w żyłach tężeje i rozpala się na nowo w płynną granitową skałę porywając dalej i wyżej. Poza Dom, miasto, śpiew ptaków przed świtem. Jak przez sen. 

Do miejsca, w którym nie ma nic poza Tobą i mną. 

Do miejsca, w którym przeszłość i przyszłość nie mają nazwy. 

Do miejsca, w którym przez jeden oddech możemy być bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

A Ty siedzisz na krześle. 

Zapatrzona w przestrzeń między filiżanką i snem.

Przez odgłosy porannego zagubienia znajdujesz drogę do swoich dłoni. Innych. Nie zanurzających się w lazurowej wodzie. Nie gładzących ostrej krawędzi muszli. Niezbyt zaplątanych w gorące od słońca włosy. Znajdujesz do nich drogę, żeby poczuć uciekające ciepło porannej kawy.

Uciekające ciepło.

To przez ten sen.

Przez niezłożone obietnice.

Przez fantasmagorie cieni łapanych kontem oka w jasnej codzienności.

Przez te dłonie, których dotyk możesz tylko śnić.

Przez ten oddech, którego tempo prowadzi w nieuchronne zatracenie.

Do cna, do końca czasu.

To przez tych kilka słów.

Cztery, może pięć.

I może chciałabyś żebym milczał. 

I bardzo nie chcesz. 

Może. 

Żebym nic nie mówił. 

Cicho.

Tuż za Twoimi plecami. 

Dzisiaj jak wczoraj.

Jak we śnie. 

Jutro obiecujesz sobie jawę. 

I znów we śnie gubiąc obietnice.

Dając rozkosz głowie. 

W całym ciele.

Albo nigdy więcej. 

Próbujesz.

I znów chcesz tak – tak chcesz.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Scroll UpScroll Up